Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania jane eyre, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania jane eyre, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 września 2013

"Jane Eyre. Autobiografia" - Charlotte Brontë

Spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Po och! i ach! z każdej strony człowiek nieświadomie nastawia się optymistycznie do powieści, a cichy głosik wydziera się żeby jak najszybciej przeczytać "Jane Eyre". Otóż właśnie przeczytałam... Wrażenia? Pozytywne, tak, ale nie o końca. Troszeczkę się zawiodłam. A ocena wydaje mi się strasznie niska w stosunku do tego jak wygórowane miałam oczekiwania.

Brontë opowiada historię młodej dziewczyny, która po stracie obojga rodziców, trafia do domu brata swojej matki. Nie potrafi jednak obudzić uczuć u ciotki, która - gdy tylko nadarza się okazja - pozbywa się dziewczynki, wysyłając ją do szkoły dla sierot, słynącej z surowego rygoru. Jane daje sobie jednak radę, zdobywa wykształcenie i wreszcie pracę jako guwernantka, w domu Edwarda Rochestera, samotnie wychowującego przysposobioną córkę. Wydawałoby się, że tu wreszcie znajdzie prawdziwe szczęście. Jednak los upomni się zadośćuczynienia za winy z przeszłości jej ukochanego pana. Jane nocą ucieka szukać swojej własnej drogi...

"Nie było na świecie głupszej istoty od Jane Eyre; nie było na świecie niedorzeczniejszej idiotki, karmiącej się słodkimi kłamstwami, połykającej truciznę, jak gdyby to był nektar."

Podczas czytania jak i po skończeniu moja głowa była pusta od myśli, nie wiedziałam co sądzić o tej książce, jakie mieć o niej zdanie, czy mi się podobała czy wręcz przeciwnie. Taka sytuacja jest według największego prawdopodobieństwa spowodowana tym,  że historia Jane Eyre nie wywołała we mnie zaplanowanych przez autorkę emocji. To jeden z wyjątków gdzie, naprawdę, byłam obojętna na losy bohaterów. Sama jestem zdziwiona sposobem w jaki odebrałam tę powieść. Literatura wiktoriańska jest przecież bardzo bliska mojemu sercu - ale widocznie muszą zdarzyć się wyjątki. Emily Brontë, siostra Charlotte napisała "Wichrowe wzgórza" - jedną z moich ulubionych książek, myślałam, że po "Jane Eyre" mogę spodziewać się czegoś równie niesamowitego...

Całe to moje narzekanie nie znaczy, że książka w ogóle nie przypadła mi do gustu, jednak, troszeczkę mi się spodobała. Napisana jest lekko, czyta się w ekspresowym tempie, nie zważając na numery przemijających stron, to niewątpliwie największy plus, że nawet nie poczułam `przepłynięcia` przez 600 stron.

Jane, główna bohaterka, jest sympatyczna, inteligentna, ładna lub nie - to zależy od patrzącej na nią pary oczu. Jak wspomniałam wyżej, była mi obojętna tak samo jak inne postacie, pana Rochestera również zaliczam do tego grona. (Teraz pewnie fani są oburzeni, jak mogłam to napisać?)

Podobno "Jane Eyre" nie jest tylko książką o miłości, niesie za sobą także inne wartości, może i kogoś czegoś nauczy, może to i prawda, niestety ja nie odnalazłam w niej niczego o czym bym już nie wiedziała. Dla mnie to tylko ładna opowieść o prawdziwej miłości. Zakończenie, tak na marginesie, było zbyt cukierkowe. Mimo wszystko, polecam przeczytanie "Jane Eyre", a nóż odkryjecie w lekturze coś co było niedostrzegalne dla moich oczu?  

Wydawnictwo: MG
Stron: 608
Przeczytane: 15.09.2013r.
Moja ocena: 7/10

piątek, 13 grudnia 2013

"Charlotte Brontë i jej siostry śpiące" - Eryk Ostrowski

Tajemnica

Kobieta kameleon. Jedna z największych zagadek literatury. Kobieta o nieprawdopodobnej sile i odporności. Postrzegana jako najważniejsza autorka w historii. Jej dzieła dały podwaliny emancypacji.  Wyzwolona. A nie udało się jej tylko jedno. Nie umiała okręcić sobie wokół palca mężczyzn, na których jej zależało, ale dokonała tego inaczej, zawładnęła światem i pokochali ją wszyscy. Historia sióstr Brontë była jej decyzją. Stworzyła legendę. Publikowała swoje powieści pod pseudonimem, męskim jeszcze do tego. Kto tak naprawdę napisał "Wichrowe wzgórza"? Czy to Anne stoi za "Agnes Grey" i "Lokatorką Wildfell Hall"? Jesteście tego w stu procentach pewni? Ach, te wątpliwości... No cóż, nie chcę nic sugerować, ale... rękopisy powieści Emily i Anne nie istnieją, to Charlotte prowadziła korespondencję i rozmowy z wydawcami. Wszystkie powieści Brontë łączy jedna nić. Ale nie zapominajcie o Branwellu. Czy on nie miał z tym nic wspólnego? 

"Charlotte Brontë i jej siostry śpiące" to pierwsza biografia jaka zawitała w moich rękach, pierwsza i równocześnie tak bardzo niezwykła. Dlaczego? Dlatego, że absolutnie się tego nie spodziewałam. Słowo "biografia" zawsze kojarzyło mi się z czymś nudnym, monotonnym, topornym, ciężkim w czytaniu, och, jakże bardzo można się pomylić! "Charlotte Brontë..." w niczym nie przypomina tego co uformowała moja wyobraźnia, ta biografia jest zupełnie inna, o calutkie sto osiemdziesiąt stopni. Czyta się ją lekko, przyjemnie, szybko, a co najlepsze - nie ma nudy, nie nie ma monotonii, od tej książki wprost nie można się oderwać, działa jak magnes, sprawia, że trudno jest powracać do rzeczywistości, będąc obserwatorem takich zdarzeń! Pozwala zapomnieć o całym świecie, przenieść się tam, do plebanii w Haworth. 

Doszłam do jednego bardzo ważnego wniosku. Musze jeszcze raz przeczytać "Jane Eyre". Koniecznie! I "Wichrowe wzgórza", a to jeszcze większa konieczność! Muszę poznać wszystkie dostępne powieści Brontë! Będę się w nich zanurzać, upajać ich niezwykłością i magią. Po zamieszczonych cytatach w "Charlotte Brontë i jej siostry śpiące" jestem tego niemalże całkowicie pewna. A wiecie po co chcę drugi raz czytać "Jane Eyre"? Po to żeby zrozumieć jej sukces, odkryć to czego nie odkryłam za pierwszym razem. To autobiografia Charlotte. A ja chcę ją poznać, choć wiem, że nie do końca da się to zrobić. Ale co tam, zawsze można próbować.  

Eryk Ostrowski pisze tak przyjemnym stylem, można by uznać, że czaruje słowami, tak jakby miał w dłoniach niewidzialne lasso i nim przyciągał co rusz kolejnych czytelników, którzy urzeczeni historią legendarnych sióstr dają się w te sidła złapać. Plus - co ważne, więc uważnie czytać - autor wszystko dokładnie nam tłumaczy, nie ma tu miejsca na nieporozumienia, więc nawet osoby, które od czasu do czasu oddalą się na chwilkę myślami od lektury, później bez problemu odnajdą się w zaistniałej sytuacji. 

Podsumowując tę moją nieskładną paplaninę, "Charlotte Brontë i jej siostry śpiące" to biografia, którą gorąco każdemu polecam, nawet jeśli nie jesteście co do niej przekonani, no a fani twórczości Brontë dosłownie muszą ją przeczytać. Innej możliwości nie ma. Tylko pamiętajcie, tu trzeba odkrywać przestrzeń między wierszami.

"Przecież ja nie umrę, prawda?"

Wydawnictwo: Mg
Stron: 624
Przeczytane: 13.12.13r.
Moja ocena: 10/10

Za egzemplarz oraz okazane mi zaufanie serdecznie dziękuję wydawnictwu Mg

niedziela, 3 listopada 2013

"Opactwo Northanger" - Jane Austen


"(...) najczęściej ludzie się mylą co do stanu własnych uczuć."

Myślę, że wiecie jak bardzo uwielbiam twórczość Jane Austen (nie biorę po uwagę "Mansfield Park", ponieważ tego nie czytałam), to dzięki "Dumie i uprzedzeniu" pokochałam literaturę wiktoriańską, to dzięki "Perswazjom" rozwiałam wszelkie, jeszcze gdzieś, w zakamarkach umysłu, kotłujące się obawy, to dzięki "Emmie" odkryłam, iż drobny druczek jakim jest pisana powieść, nie jest mi straszny! A "Rozważna i romantyczna" ponownie przeniosła mnie do dawno minionych czasów. A teraz... pasowałoby powiedzieć, jak bardzo podobało mi się "Opactwo...", otóż... - w tej chwili nad tym ubolewam - podobało mi się, ale nic poza tym... 

Zacznijmy od początku.
O istnieniu "Opactwa Northanger" nawet nie wiedziałam, ale gdy stosowna informacja dotarła do moich uszu, nie mogłam się doczekać, aby zaparzyć herbatę (z miodem, oczywiście, a co będę się ograniczać!), "porwać" książkę i... zatracić się w niej całkowicie. Czas wybrałam sobie odpowiedni, otóż potrzeba mi było dużej dawki optymizmu (jestem na drodze do kompletnego i całkowitego się załamania), a że powieści Austen zawsze kończą się szczęśliwie, przygotowałam się na niezobowiązującą lekturę i "oddech świeżym powietrzem".   

Może i miałam zbyt wygórowane oczekiwania. Może i oczekiwałam czegoś Wielkiego, przez Wielkie "W". Może i... nieważne. Mam dosyć tego tematu. 

Od początku wiedziałam, że coś jest nie tak. W ogóle nie mogłam się skupić na lekturze. A to coś mi przeszkadzało, a to miałam coś do zrobienia, a to to, a to tamto. Nawet miałam dość mojego ukochanego kocyka! Więc poszłam... położyć się... do wanny (tam jest zawsze najwygodniej, a tak na marginesie, zadziwiająco długo tam siedziałam, woda się zrobiła zimna).

Z bólem serca przyznaję, że "Opactwa Northanger" jest najgorszą książką z dorobku Austen. Trudno się w nią "wczuć", trudno znaleźć z nią wspólny język, nudzi czasami, czasami wciąga, nie raz, nie dwa łapałam się na tym, że błądzę myślami zupełnie po innych lasach, aniżeli tych książkowych. Mimo to, jeśli jest się przytomnym w miarę, to zaciekawi, bardzo, tak, że nie można się później oderwać (przykład z życia wzięty).
Takie to wszystko...

Powieść ta pod wieloma względami (nie chodzi tu o fabułę) przypomina mi "Jane Eyre". Dlaczego? Dlatego, że odebrałam obydwie książki tak samo... Przyjemnie się czytało, ale losy bohaterów nadal pozostają mi obojętne. A ja nie lubię, gdy książki pozostają tylko książkami, a bohaterzy papierowymi kukiełkami. Strasznie to przytłaczające.
Czy polecam? Nie wiem, i tak zrobicie jak chcecie.

PS. Nie miałam serca wystawić niższej oceny... 

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Stron: 235
Przeczytane: 02.11.2013r.
Moja ocena: 6/10 

czwartek, 5 września 2013

Wakacyjne zdobycze oraz stosik :)

Dzisiaj postanowiłam przedstawić Wam  książki, które dołączyły podczas wakacji do mojej domowej biblioteczki. A są to te na zdjęciu powyżej. Mam nadzieję, że każdy dobrze widzi i da się tytuły odczytać. (?) A więc tak:
"Pandemonium"   oraz "Requiem" już przeczytałam. Całą trylogię kocham, więc każdemu polecam. "Faza szósta: światło" również jest warta uwagi, Ci co przeczytali poprzednie tomy to na pewno sięgną. Dzięki wymianie z Agnes Recenzentką zdobyłam "Fazę pierwszą: Niepokój". Dziękuję! Dalej mamy "Ostatnią piosenkę", którą to zaczęłam czytać, ale wyłamałam się na 60 stronie. Ale nic straconego! Dokończę później. "Rozważna i romantyczna" cudowna, jak wszystkie powieści Jane Austen"Sekret Julii" zrobił na mnie piorunujące wrażenie, nie mogę doczekać się kontynuacji. Hm... "Podpalaczka" była bardzo dobra, aczkolwiek do rewelacji sporo jej brakuje. Naczekałam, naszukałam się pierwszej części Sagi księżycowej, ale teraz już z dumą mogę przyznać, że "Cinder" już za mną, wymiana na LC, musiałam oddać "Przędzę". To cudo przewiązane czerwoną kokardką to moja wygrana u Gabi Wts., której dziękuję, lektura jeszcze przede mną, czekam na odpowiedni moment. W każdym więc razie wychodzi na to, że została jeszcze "Neva" i "W cieniu arki", nie mam zielonego pojęcia, kiedy się za nie zabiorę.

"Dziwne losy Jane Eyre" wypożyczyłam z biblioteki, muszę zabrać się za nie jak najszybciej, ale dopiero jak doczytam "Przeminęło z wiatrem", kończę dopiero drugą część tego trzytomowego wydania.

Przy okazji chciałam jeszcze dodać, że jak każdy wie zaczął się wrzesień, do komputera praktycznie nie podchodzę gdyż nie mam czasu i ochoty, każdą wolną chwilę staram się poświęcić na czytanie. Proszę więc żebyście nie mieli mi za złe, jeśli nie skomentuję czyjegoś posta, przeczytać, przeczytam go na pewno, w telefonie prawdopodobnie, a jak chwilkę znajdę to ślad po sobie zostawię. Na nauce muszę się przynajmniej w najbliższym czasie skupić, później już powinno być z górki. :)

Kinga     

wtorek, 31 grudnia 2013

Pożegnajmy, powitajmy...

http://weheartit.com/

2013 jest dla mnie szczególnym rokiem, chyba nawet najlepszym w moim życiu. Ja się zmieniłam (pozytywnie), inni się zmienili, świat uległ lekkiej zmianie, a przynajmniej to jak na niego patrzę. W tym roku, pewnego kwietniowego popołudnia, założyłam tego oto bloga, który okazał się jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. Ale ten temat będziemy kontynuować kiedy indziej. W każdym razie dziękuję 2013 za rodzinę, przyjaźń, (uwaga!) szkołę (jednak dobrze, że jest ;-)), uśmiech i dobry humor (tak, tak, w tym roku było wiele ciekawych sytuacji), wakacje, zdrowie, nawet za chwile smutku, kłótnie (niektóre, trzeba przyznać, były bardzo pomysłowe),  za wszystko, a przede wszystkim za książki, które mogłam przeczytać, co ja bym bez nich zrobiła, to chyba w 2013 tak naprawdę je pokochałam. <3 

Jako, że nie robię comiesięcznych podsumowań tak jak inni blogerzy, dzisiaj chcę Wam przedstawić książki, które najbardziej ujęły mnie za serce. Pierwsze miejsce oczywiście należy się "Przeminęło z wiatrem" Margaret Mitchell, reszta jest tylko tłem dla tej jedynej i... w tym miejscu mogłabym gadać i gadać, ale żeby do końca Was nie zanudzić to powiem tylko jedno słowo - ARCYDZIEŁO, i oczywiście polecam gorąco.*.* 
 
Miejsce drugie, to nie będzie jedna książka, ale będzie ich od groma, więc po kolei. Seria "Harry Potter" J. K. Rowling, niby czytałam w 2012 roku, ale powróciłam do czterech pierwszych części w wakacje, więc uznajmy, że też się liczy, poza tym, jako, że to moje pierwsze takie podsumowanie musiałam go tu umieścić. Trzeba też wspomnieć o powieści, która wywołała milion łez, a chodzi mi o "Gwiazd naszych wina", John Green absolutnie skradł moje serce. Pisze tak pięknie i z przesłaniem, ciut mniej kocham "Papierowe miasta" oraz "Szukając Alaski" również jego autorstwa. Niezwykła była biografia (pierwsza w życiu jaką przeczytałam) "Charlotte Bronte i jej siostry śpiące" Eryka Ostrowskiego, a co za tym idzie zaczęłam poznawać twórczość słynnych sióstr, najpiękniejsze były "Wichrowe wzgórza" (recenzja jest zamieszczona na blogu, ale w lutym prawdopodobnie ukaże się nowa, druga recenzja tej samej książki, jednakże, co ważne, będę czytać w innym przekładzie, podobno drastycznie się od siebie różnią), "Jane Eyre" (jeszcze dzisiaj ma mi mama kupić w księgarni, więc planuję przeczytać drugi raz, a że po zapoznaniu się z biografią zmieniłam całkiem zdanie i ze swoją poprzednią recenzją niekoniecznie się zgadzam, to nie wiem czy nie będę czasem recenzowała tego drugi raz, napiszę na początku "Drugie czytanie - zupełnie inne wrażenia" czy coś w tym stylu, choć sama mam dużo co do tego wątpliwości, więc będę wdzięczna za wszelkie rady w tym temacie), "Shirley", która była prześliczna, "Agnes Grey", którą uważam za "słodko-gorzką", ale wartą zapamiętania, natomiast w 2014 pozostaje mi tylko kontynuować znajomość z siostrami Bronte. Przeczytałam dwie cudowne trylogie, a mianowicie "Delirium" Lauren Oliver (I , II, III) oraz "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins (I, II). "Oskar i Pani Róża" - krótka, a tak bogata w prawdę. Zgłębiłam większość utworów Jane Austen. Poznałam dwie świetne serie: "Zwiadowcy" i "GONE", tą pierwszą darzę wielkim sentymentem, wiele mi dała i wiele nauczyła, a ta druga jest równie wspaniała. Na koniec, "Życie Pi", które podczas czytania dogłębnie mną wstrząsnęło.  

Trzecie miejsce zajmują "Dotyk..." i "Sekret Julii" Tahereh Mafi, które wywarły na mnie piorunujące wrażenie, "Dary Anioła" będące dobrą serią, ale nie zapadającą za bardzo w pamięć (czytałam tylko trzy pierwsze tomy, więc może się to jeszcze zmienić), "Wywiad z wampirem", czyli prawdziwa opowieść o wampirach, a nie o przystojniakach chodzących do szkoły i zakochujących się w nastolatkach ;-). "Wielki Gatsby", którego to, aby zrozumieć trzeba przeczytać przynajmniej dwa razy, co zamierzam w nadchodzącym roku zrobić.

I tyle. Dziękuję. Postanowień nie mam, jak będzie, zobaczymy.


Życzę Wam wszystkim w 2014 roku wszystkiego co najlepsze, dużo wspaniałych książek, spełniania marzeń oraz, oczywiście, udanego Sylwestra! Oby nadchodzący rok był warty zapamiętania. :-)               
Całusy, 
Kinga G.

niedziela, 9 lutego 2014

"Wichrowe Wzgórza" - Emily Brontë

"JA JESTEM HEATHCLIFFEM"

Książka napakowana emocjami, wulkan energii, gejzer nienawiści, jezioro kłótni, diabelskie morze i ocean niszczycielskiej miłości.

"Czy ty chciałabyś żyć z własną duszą w grobie?"

Długo będę pamiętać ten dzień kiedy po raz pierwszy trzymałam w rękach "Wichrowe  Wzgórza", wypożyczyłam je z biblioteki nie wiedząc czego tak naprawdę mam się spodziewać i czego oczekiwać. Książka od razu trafiła do mojego serca, jednakże, jak się później okazało, przekład pani Sujkowskiej okazuje się być niezwykle mylny, wyszlifowany i odbiegający od oryginału, natomiast przekład Piotra Grzesika, z którym właśnie się zapoznałam ukazuje prawdziwą naturę tej powieści, prawdziwy język rodem z oberży i "słowa wydrukowane ze wszystkimi swoimi literami"*. Różnica jest ogromna.

"Chciałabym móc cię tak trzymać - ciągnęła z goryczą - dopóki oboje byśmy nie umarli! Nic by mnie nie obchodziło, że cierpisz. Nic mnie w ogóle nie obchodzą twoje cierpienia. A dlaczegóż to nie miałabyś cierpieć? Ja cierpię!"   

Akcja "Wichrowych Wzgórz" rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX w. Earnshaw, właściciel majątku Wuthering Heights, przywozi do domu bezdomnego, cygańskiego chłopca, którego znalazł na ulicach Liverpoolu i nakazuje własnym dzieciom traktować go jak brata. Pomiędzy przybyszem a małą Cathy rodzi się więź tak silna, że z czasem przestają się oni liczyć nie tylko z konwenansami, ale i z ludźmi, wśród których żyją. Namiętność Heathcliffa i Catherine obnaża mroczną stronę ludzkiej natury, jest mściwa, wszechogarniająca i dzika jak wrzosowiska Yorkshire. Bohaterowie powieści Brontë płacą za to najwyższą cenę, a za ich błędy musi odpokutować następne pokolenie...** 

"Oddałam mu swoje serce, a on rozszarpał je na kawałki i rzucił mi w twarz."

W czasie gdy inni zachwycali się "Jane Eyre" ja spacerowałam w swojej wyobraźni po wrzosowiskach. Oddawałam się słowom będącym jak bomba, jak huragan, jak wichura. Teraz tam powróciłam. Drugi raz zakochałam się w powieści Brontë, która jest najlepszym przykładem na to, iż nie istnieje coś takiego jak drugie szanse. 
Czytanie okazało się być transem.

"- Och, chcę umrzeć - krzyknęła - skoro nikogo już nie obchodzę. Nie powinnam była w ogóle tego jeść. (...) - Nie, nie umrę - cieszyłby się - w ogóle by mu mnie nie brakowało!" 

Postacie jakie stworzyła Emily Brontë są żywe, z krwi i kości. Dumne, wyniosłe i takie prawdziwe, ludzkie. Każda z nich jest zupełnie inna, ma swoje racje, swoje obiekcje na przyszłość, swoje przyzwyczajenia, i co istotne - każda z nich jest pełna wad!

Heathcliff to człowiek bez sumienia, tyran, łotr, grzesznik, który nie raz, nie dwa, ale razy wiele napawa Czytelnika przerażeniem, wydaje się on istotą wręcz nadnaturalną, a inne postacie określając go mianem "diabła wcielonego" mogą mieć trochę racji. Natomiast Catherine jest bohaterką, z którą ja zawsze utożsamiałam samą siebie, tak, różnimy się, ale wynika to z faktu, że ona ma odwagę zrobić to, czego ja zrobić nigdy bym się nie odważyła i powiedzieć to, co mi nie przeszłoby przez gardło.

"Powiedz, czyż nie było to szczytem absurdu, ostatecznym idiotyzmem, że ta żałosna, służalcza i mierna suka uroiła sobie, iż ja mógłbym ją kochać?"

Każdą stronę okrasza ból, cierpienie i zwątpienie. Bohaterzy co stronę drą koty, wyklinają się, kłócą, tak że ja sama bałabym się do nich podejść. Mój egzemplarz cały jest popisany ołówkiem, a wszystkie warte uwagi zdania skrupulatnie popodkreślałam, można tam znaleźć także rysunki i moje komentarze odnośnie danych sytuacji. A nie często zdarza mi się tak bazgrolić...  

"Powiedziałam mu, że jego niebo byłoby tylko na wpół żywe, a on odparł mi na to, że moje byłoby pijane; ja powiedziałam, że w jego niebie zasnęłabym, a on, że w moim nie mógłby oddychać; i zaczął bardzo się złościć."

"Wichrowe Wzgórza" już na zawsze będą dla mnie ucieleśnieniem tego co piękne i czyste, a równocześnie brzydkie i brudne. Tego co szczere i fałszywe. Tego co nie do pomyślenia, nie do powiedzenia i nie do zrobienia. Tego co wstrząsające i drastyczne.
A powieść Brontë nadal pozostanie tajemnicą, tylko autorka wiedziała, o co w niej tak naprawdę chodziło. Arcydzieło, którego nie da się zapomnieć. Wszystko co trzeba, zostało tu napisane, wypowiedzianych słów jest aż przesyt, ale ja i tak nadal czuła będę ogromny niedosyt.

I nadal widziała będę ich cienie, unoszące się nad wrzosowiskami.

ARCYDZIEŁO  
  
Wydawnictwo: MG
Stron: 448
Przeczytane: 08.02.2014r.

Za egzemplarz oraz okazane mi zaufanie serdecznie dziękuję wydawnictwu MG 
         
* - Charlotte Brontë
** - pochodzi z okładki