czwartek, 1 maja 2014

Łamać zasady

Na podstawie obserwacji, proszę, nie bierzcie tego aż tak do siebie.

Celem tego posta jest to, abyście zastanowili się trochę nad swoim czytelniczym życiem...


Czasami odnoszę wrażenie, że blogosfera gdzieś się zgubiła, nie mówię oczywiście o wszystkich, ale jednak o większości. Zgubiła się wśród wydawniczych nowości, comiesięcznej rutynie i recenzjach pisanych według określonego schematu...

Więc pytam.

Po co Wam podsumowania co miesiąc?

Okej, tak, tak, rozumiem, że dobrze jest wiedzieć ile się przeczytało, fajnie jest pochwalić się wynikami i wzrastającymi statystykami, ale jaki ma to sens?
Potencjalnego czytelnika nie interesuje ile Ty, blogerze, będziesz czytał każdego dnia stron i czy pochłoniesz książek parę, czy paręnaście. Naprawdę lubię cyferki, lubię matematykę, ale gdy jest ich za dużo to też niedobrze.

W czym nowości są lepsze od starych książek?

Bo co? Bo mają piękną szatę graficzną? Tylko tyle, bo przecież treści to one w ogóle nie mają. Nie wszystkie, ale większość. Mi samej zdarza się sięgać po najnowsze lektury na rynku i nie widzę w tym nic złego, ale proszę, wracajmy też do tych zapomnianych dzieł. Nowe nie znaczy lepsze. Podobno książki żyją tylko wtedy, gdy są czytane (nie pamiętam już gdzie to słyszałam), a więc te napisane parędziesiąt lat temu też potrzebują nowego życia, czyli nowego czytelnika. One nie chcą być na strychu pod stertą niepotrzebnych już gratów. Tak, uważam, że książki mają duszę. Duszę, którą autor im zaprojektował.

Czy recenzje mają... schemat?

Gdzieś kiedyś trafiłam na wypowiedź blogerki, która napisała, że pisze recenzje według wzoru. Smutne, ale prawdziwe. Zmęczyło mnie odwiedzanie blogów, gdzie co drugi tekst jest do siebie podobny. Nie interesuje mnie akcja, kreacja bohaterów itp. Interesuje mnie to, co czytelnik czuł zatapiając się w lekturze. Jakie emocje, jakie wrażenia, jakie odczucia. Uwierzcie, że nawet najgorszy gniot ma w sobie coś, co warto zapamiętać. Dla mnie książki są jak ludzie. Z jednymi się dogadasz, a z innymi nie. Ale każda z nich pozostawia po sobie ślad. 

Najpierw książka, potem film?


http://weheartit.com/
Skąd ta zasada?
To, że przeczytasz książkę i za trzy lata dowiesz się o tym, że powstała ekranizacja, pójdziesz do kina i obejrzysz, to wcale nie czyni cię lepszym. Większość twierdzi, że oglądając najpierw film psujemy sobie przyjemność z czytania, albo nawet już nie sięgamy po wersję papierową. Dobra, ale czytając jako pierwszą książkę psujemy sobie przyjemność z oglądania. Logika?
Chcesz najpierw obejrzeć ekranizację? Nie ma problemu, nikt cię przecież za to nie zastrzeli.    
Kochani, róbmy tak, jak nam się podoba.

Ilość a jakość?

Co się stało z czytaniem tylko i wyłącznie dla przyjemności? Teraz czytamy szybko, nie zagłębiając się w treść, pobieżnie albo same dialogi, bo przecież trzeba skończyć (przykładowo) do wtorku, napisać recenzję, opublikować... Byle szybciej, żeby mieć to już z głowy. A może warto się na chwilę zatrzymać? Gdzieś w tym tłoku zniknęły nasze ukochane książki. Zniknęło odkrywanie paręnaście razy tych samych stron. Zniknęły egzemplarze tylko nasze - pomazane ołówkiem, którym zaznaczamy cytaty, złote myśli i kreślimy zdania na marginesach. Z pozaginanymi stronami i śladami wielokrotnych powrotów. A tutaj nasuwa się pytanie...

Czy dbamy o książki?

Jak wspomniałam wyżej, nie widzę nic złego w zaginaniu kartek. Bardzo często czytam w wannie, nie przeszkadza mi to, że strony są później pomoczone i przesiąknięte parą (wyschną przecież). Ale oprócz tego dbam. Staram się przynajmniej.
Wracając jednak do poprzedniego tematu...

Jak udaje wam się czytać tak dużo? 

Cały dzień siedzicie z książką przed nosem? Często wydaje mi się, że co poniektórzy blogerzy żyją tylko i wyłącznie swoim blogiem. Macie jakieś życie poza nim? Pewnie tak... Nie widzę nic złego w tym, żeby zrobić sobie przerwę od czytania. A większość traktuje to jako grzech śmiertelny albo największą zbrodnię. Dlaczego? Książki to pasja, nie wolno się do niej zmuszać. Ja też bardzo często nie mogę znieść nawet jednej strony więcej, czuję jakbym była już tym wszystkim zmęczona. Przez większość swojego życia nie czytałam i odkąd zaczęłam bardzo się zmieniłam, a jednak nie mam nic do osób, które nie znajdują przyjemności w dobrej powieści. Nie wszystko jest dla każdego. Poza tym, nie sądzicie, że gdyby każdy czytał świat byłby nudny? 
http://weheartit.com/

A co ze statystkami? 

Podobno są bardzo niskie. Coraz mniej ludzi czyta i tak dalej... 
Powiem wam coś - mam gdzieś statystki. Mnie ktoś badał? 
No właśnie. 
Wystarcza mi świadomość, że w moim otoczeniu ludzie czytają. Że dzielą się ze mną swoimi wrażeniami. Że pytają, co mogę im polecić. Że rozmawiają ze mną o książkach. Wystarcza mi widok coraz to nowych twarzy w bibliotece. I to napełnia moje serce szczęściem. 

36 komentarzy:

  1. Bardzo fajny post. No serio, nie wiem czy ktoś się obrazi czy nie, ale ja nie ;)
    Jeśli chodzi o czytanie na siłę, to znam to, ale już nie praktukuję. Na początku tworzenia bloga czytałam bardzo dużo, teraz kiedy chodzę do pracy myślę o studiach nie mam na to tyle czasu. Wybieram książki z przyjemnością i zatapiam się w lekturze. Nie chce już pisać długich recenzji wolę pisać o wrażeniach o dobrych i złych stronach.
    Książki szanuję ale też czytam w wannie ;) Bądź co bądź musi być widać, że ją przeczytałam!
    Najpierw książka potem film ? Tak mi się właśnie podoba, że najpierw czytam potem oglądam ;d kiedyś jak obejrzałam to nie miałam żadnej przyjemności z czytania. Dla mnie filmy nie mają takiej wartości jak książki, więc wolę oryginał a potem filmową podróbkę ;)
    Też się zastanawiam skąd ludzie mają czas na wstawianie co dwa dni nowych postów ? Kiedy miałam wakacje to też miałam czas ale odkąd pracuję czasu na to nie mam za wiele, a są tacy którzy piszą na temat książek epopeje i bardzo często coś publikują na swoich stronach.
    Podsumowań nie robiłam (no może zrobiłam dawno temu ze dwa razy) i nie robię. Wolę pisać recenzję ;)
    Pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, mam nadzieję, że jednak nikt nie weźmie tego za bardzo do siebie. ;)
      Ja nigdy nie byłam fanką długich recenzji, bo w końcu o czym można pisać na tyle linijek. Szok po prostu xd Takie omijam baaardzo szerokim łukiem.
      „musi być widać, że ją przeczytałam!” - świetnie to ujęłaś. ;D
      Też wolę książki, ale w moim przypadku film nie psuje mi przyjemności z czytania. Łamię zasady. Często to ekranizacja jest pierwsza. Lubię wiedzieć czego mogę spodziewać się po książce. Nie mam też nic już przeciwko spoilerom. Sama podczas czytania jakiejś książki zaglądam na koniec i czytam ostatnie zdanie lub kawałki środka. :D
      Też nie mam pojęcia jak to robią. Nie pracują, nie chodzą do szkoły? XD No bo przecież na przeczytanie książki i napisanie recenzji też potrzeba czasu.
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. Spoilery to to co kocham ! Serio :D nie poznałam jeszcze nikogo, kto tak jak ja kochałbym wiedzieć co się stanie w książce zanim dotrę do końca ;d
      Aha i zawsze po rozpoczęciu książki czytam zakończenie :D tak już mam od zawsze ;)

      Usuń
  2. Hmmm częściowo się zgadzam, ale nie w stu procentach. Przykładowo sama nie piszę podsumowań co miesiąc, ale lubię czytac je na niektórych blogach i jeśli ktoś ma ochotę takowe publikować, to nie mam nic przeciwko. Jak nie mam ochoty, to po prostu w nie nie zaglądam i tyle ;)
    Co do zasady "najpierw książka, potem film" to przyznam, że sama preferuję tę kolejność (co nie znaczy, że zawsze się jej trzymam, po prostu tak wolę). Ale jeśli ktoś woli najpierw obejrzeć, oczywiście nie widzę w tym problemu, jak kto lubi.
    Ogolnie rzecz biorąc masz rację, że nie można czytac na ilośc, jak najszybciej, a recenzje pisać na potęgę - to ma byc przyjemność, po prostu. Bo to cudowne uczucie czytać ksiazki z radością i zapałem, uwielbiam taki stan ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w sumie. Nie mój blog, nie moja sprawa. ^^
      Ja również. I uwielbiam także delektować się książką, czytać powoli i czerpać radość z każdej linijki. ;)

      Usuń
  3. znaczy ja też czytam zanim ewentualnie obejrzę, ale to dlatego że w ogóle za filmami nie przepadam, rzadko kiedy któryś mi się podoba, a książka jest większa szansa że się spodoba.
    o stare książki się nie martw, bo nie ma siły żeby zapomniano o klasykach. gorzej z przemilczanymi starymi książkami.
    i ja też piany dostaję od tych podsumowań:D albo np jedna blogerka mówiła, że przeczytała JEDNEGO DNIA dwie książki. albo miały po 50 stron każda, albo czytała same dialogi albo i nawet nie wszystkie...
    pisanie recenzji wg schematu może być pomocne, jeśli ktoś zaczyna, bo potem to się nawet nie zastanawiasz. ale też prawda jest taka, że porównujesz do przeczytanych wcześniej książek i analogicznie opisujesz to samo, bo nawet jeśli nie miałaś zamiaru pisać o np opisach, ale były o wiele słabsze niż w czymś tam innym, to napiszesz. więc tak wychodzi.
    a koocham takie zaczytane książki, mają prawdziwy klimat, nie takie funkiel nówki, których nikt nie otworzył... dlatego kocham książki z biblioteki, kocham wyobrażać sobie co ktoś inny czuł czytając ją. może nie marzę po marginesach, choć zdarzało się, ale bardzo często zaznaczam fragmenty. nie zaginam rogów jednak z zasady, w moim egz pzw mam powkładane karteczki z podpisami "wazon" itd, żeby móc wracać do scen które kocham, choć już tyle razy to robiłam że wiem np że scena w której mówi że nigdy nie będzie głodna jest w drugim tomie na 97 jakoś (w każdym 90-parę) :DD no i o stopniu zaczytania pzw świadczy też to, że drugi tom mam w dwóch częściach XDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też rzadko coś oglądam, chociaż ostatnio jakoś częściej. Prawie każdy film mnie zachwyca, ale to dlatego, że tak mało mam z nimi do czynienia. :D
      O te przemilczane właśnie się najbardziej boję.
      Może ja piany nie dostaję, ale mnie ... straszliwie wkurzają i... jak widzę to czym szybciej ewakuuję się z blogspota XD
      Ja książek staram się nie porównywać, każda jest przecież na swój sposób wyjątkowa. Nie można wrzucać wszystkich do jednego wora. Właśnie dlatego zrezygnowałam na blogu ze skali. ;>
      Moje PZW jest teraz czytane. Mój ołówek dopadł ten piękny egzemplarz i... ach, szkoda gadać. W każdym razie teraz wygląda o wiele przyjaźniej. I PZW stało się takie MOJE i tylko MOJE. <3 Kocham <3

      Usuń
  4. Świetny post, zwróciłaś uwagę na wiele ważnych kwestii. Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Ja również mam wrażenie, że co niektórzy blogerzy cały czas siedzą w książkach. Jeśli chodzi o podsumowania... to już od dawna ich nie robię, bo uważam, że to bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak w każdej społeczności tak jak iw blogsferze pojawiają się zmiany- niestety na gorsze. twój post jest którymś z kolei które czytam na dany temat jednak dopiero teraz odważyłam się skomentować. Nie rozumiem pędu za 'fejmem'- abu mieć tylko więcej książek, odwiedzających... Powoli gubi się radośc z czytania. Tak samo jak ze schematem- czasami staram się omówić każdy aspekt, a kiedy indziej daje się ponieść emocjom.
    Poruszyłaś bardzo wiele ważnych kwestii i Twój post zapadnie mi w głowie na dłużej,

    OdpowiedzUsuń
  6. No ja się nie obraziłam, a serio bardzo fajnie się to czytało.
    Dlaczego?
    Popełniam błąd podsumowania każdego miesiąca. Ale tylko tego (chyba). Uświadomiłaś mi, że jednak mam swoje zdanie i jakiś tam indywidualizm. No bo, jak można brać tyle egzemplarzy do recenzji, a później się męczyć? Nieee, ja tycam tylko to co mnie ciekawi. Co do posiadania życia poza książkami...tak ja je mam! Ale no niestety szkolne i serialowe, hhihi :D
    A najbardziej moja droga ciekawi mnie statystyka, o tak, to ciekawy temat. Z jednej strony jest ważna, patrzą na nią wydawnictwa itp., ale wiesz co? Mój blog ma półtorej roku i TYLKO 20 tys wyświetleń. Oh, nie, nie, nie, usłyszałam z pięć razy, jak nie więcej, "co się dzieję? czemu tak mało?", ale od pewnego czasu mam to gdzieś. Cieszą mnie komentarze, nie wejścia.
    Wyznaję zasadę najpierw książka, później film, ale robię to dla siebie, bo lubię. Nie zmuszam się, ani nic. Całego HP obejrzałam najpierw, a później przeczytałam, ALE TRAGEDII NIE BYŁO. Zaczynam oglądać GOT, ale z książką odpadłam po 200 stronach i mam nadzieję, ze serial mi pomoże wrócić. Czasami jest tak, czasami tak, ważne żeby się równoważyło.
    Staram się, aby moje recenzje nie były schematyczne, ale ten no, nie mi oceniać.
    A wracając do podsumowań... ograniczam się w nich tylko do liczby stron i pozycji jakie przeczytałam. Po co komu obserwatorzy, wyświetlenia, komentarze itp. Może się troszkę tłumaczę, ale ja po prostu lubię coś sobie podsumować, może czasami się pochwalić i po prostu napisać jakiś luźniejszy post o moich planach itp. Mój blog, mogę robić co chcę i to jest piękne :)
    Post potrzebny, super, a ja przepraszam za brak ładu i składu w komentarzu, ale lecę czytać! Pozdrawiam gorąco :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie życie ja też mam i żyję sobie szczęśliwie. ^^ Indywidualizm każdy mieć powinien, przecież każdy z nas jest wyjątkowy. Nie wolno wtapiać się w tłum i kopiować po każdym wszystko. A egz. recenzenckie to już dłuższy temat, który zamierzam poruszyć, ale boję się wybuchu wojny pod postem. XD
      Tak, komentarze zdecydowanie dają dużo radości. Zwłaszcza te długie i pisane od serca. :)
      Dokładnie! Życie trzeba sobie urozmaicać. :D
      Kinga będzie obserwować, ahaahhahaha. XD Żartuję. :P
      Nie wtrącam się do tego co robią inni blogerzy. Ich sprawa, więc jak podobają Ci się podsumowania, to ja nie mam nic do tego. :))
      P.c.

      Usuń
  7. Cóż, ja podsumowania robię tylko dla samej siebie i nie będę publikować ich na blogu, choć nie mam nic przeciwko, kiedy robi to ktoś inny, w końcu to jego blog. Rzadko czytam nowości, bo z żadnymi wydawnictwami nie współpracuję, a zazwyczaj książkę wolę wypożyczyć, niż kupić i rzeczywiście to trochę denerwujące, że wszędzie widzę recenzje tych samych książek. Mam wrażenie, że niektórzy tylko nowościami żyją...
    Zazwyczaj najpierw czytam książkę, potem oglądam film, zwłaszcza jeśli bardzo interesuje mnie tematyka (chyba, że gra tam Depp - wtedy zapominam o mojej zasadzie :D). To pewnie dlatego, że po prostu wolę czytać, niż oglądać i bardziej mi zależy na efekcie nowości przy książce, niż przy filmie. Film zawsze daje od siebie coś nowego i nawet jeśli jest książce wierny, zawsze czuję ten efekt nowości. Z książką nie zawsze tak mam, choć zdarzało mi się zacząć od filmu. Nie wypominam sobie tego, nie uważam za zbrodnię, ale po prostu wolę najpierw przeczytać, a film traktować jako uzupełnienie.
    Pewien schemat zawsze w recenzjach będzie. Chociażby dlatego, że bez niczego byłaby ona strasznie chaotyczna. Na początku musi być jakieś przedstawienie, opis fabuły czy nasze oczekiwania. Tych punktów się trzymam, a potem piszę o tym, co było dla mnie ważne, a o swoich odczuciach nigdy nie zapominam. Ale czasami widzę, że o pewnych rzeczach ludzie rozpisują się na siłę, a niepotrzebnie. Wystarczy powiedzieć, że bohaterowie byli sympatyczni, po co się nad nimi rozwodzić, jeśli nie ma w nich nic wyjątkowego? Skupmy się nad tym, co naprawdę ważne, bo gdzieś w tych szczegółach niektórzy gubię sedno całej książki. Na szczęście osobiście dość rzadko się z tym spotykam.
    A to, że niektórzy potrafią czytać kilkanaście książek w miesiącu (pomijając wakacje, sama wtedy więcej czytam) też mnie zaskakuje. Miałam taki okres, że tak dużo czytałam, ale to było wtedy, kiedy szkoła była dla mnie łatwizną, a moje życie towarzyskie było w chwilowym "zawieszeniu". Nie wyobrażam sobie czytać tyle nawet w trzeciej gimnazjum, a co dopiero w liceum! Nie wiem, jak oni to robią, mam nadzieję, że naprawdę je czytają, a nie jedynie przelatują wzrokiem czy tak pobieżnie, jak mówisz.
    Ciekawy wpis, częściowo się zgadzam, częściowo nie, ale dobrze, że ktoś o tym pisze. Ja o blogosferze mam dobre zdanie i raczej trzymam się zasady, że każdy może u siebie dodawać, co mu się żywnie podoba, a jeśli kogoś to nie interesuje, to nie musi, ani czytać, ani wchodzić.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy rzeczywiście tylko nimi żyją, nie da się tego ukryć. ;) Dla siebie? Popieram. Najlepsze rozwiązanie, ale jak wspominałam wyżej w komentarzach, staram się nie wtrącać do tego co robią inni.
      No to moje muszą być strasznie chaotyczne. ^^ Mi się wydaje podczas czytania tego typu recenzji, że ich autorzy skupili się na bohaterach zamiast na przekazie opisywanej historii.
      Również miałam taki okres, ale od dawna już zniknął. Świat wokół mnie się zmienił, ja się zmieniłam. Albo zmieniło się to jak go postrzegam. :)
      Mnie także podtrzymuje ta nadzieje, ale ostatnio zaczęłam mocno w to wątpić...
      O tak! Genialne słowa! Myślę, że każdy z nas ma grupkę blogowych ulubieńców, których odwiedzanie i czytanie ich wpisów sprawia mu dożo przyjemności. :D
      P.c.

      Usuń
  8. Jestem początkującą blogerką - recenzentką i nie powiem, że obraziłaś mnie, jednak zaczęłam zastanawiać się nad Twoimi słowami. "Jak udaje Wam się czytać tak dużo" najbardziej mnie... Hm, poruszyło? Może i masz rację, może faktycznie dobrze jest zrobić sobie przerwę od czytania, wyjść ze znajomymi, pooglądać seriale czy choćby odrobić lekcje, ale przecież forma i czas przeznaczony na czytanie jest indywidualny i co z tego, że czytam 1 książkę dziennie czy 1 książkę miesięcznie? Co do życia poza blogiem - tak, nie mam go. Jestem raczej aspołeczna, nienawidzę wychodzić, spotykać się z ludźmi, nie lubię zwracać na siebie uwagi i jeśli gdzieś wychodzę, to do szkoły lub na spacer z psem. Czy to czyni mnie kimś gorszym? Czy poświęcanie się książkom i recenzjom jest złe? Nie wstydzę się tego, że prawie 50% moich znajomych poznałam przez internet, bo połączyła nas pasja do książek. Z ostatnim zdaniem z tego akapitu zgadzam się całkowicie, bo świat mógłby być nudny (chociaż nigdy się tego nie dowiemy), jednak, jak sama napisałaś, statystyki są coraz niższe. Masz szczęście, bo w Twoim otoczeniu są osoby, które czytają i z którymi możesz porozmawiać o tych książkach. Szczerze mówiąc, ja również nie mogę narzekać, bo mam koleżanki, które czytają podobne powieści, ale mogą być również tacy ludzie, którzy nie mają wokół siebie nikogo, kto czyta i co im może pozostać? Blog, na którym mogą dzielić się z czytelnikami swoimi uczuciami, emocjami, jakie przeżywali w książce i poznać osoby czytające z takim samym zamiłowaniem.
    Uważam, że przedstawiłaś tylko jedną stronę medalu: może być i tak i tak. Można popadać w skrajności, ale po co? Zgadzam się co do reszty, ale ilość czytanych książek jest umowna i o ile będą one czytane z zamiłowaniem i pasją, a dzięki nim będziemy mogli odkryć kolejny wspaniały świat, to jestem w stanie czytać po kilka tygodniowo, żeby tylko zatracić się w innej rzeczywistości. Zdaję sobie sprawę, że może to być niezdrowe, ale co z tego? Z cała resztą mogę się zgodzić (chociaż podsumowania też zaczęłam robić, bo lubię mieć wszystko uporządkowane), ale na pewno nie z tym akapitem, o którym wspominałam na początku. Oczywiście, mogę tylko ja mieć takie zdanie i pewnie tak będzie.
    Przepraszam, rozpisałam się trochę. Wiem, że na początku postu napisałaś, że mamy tego nie brać do siebie, ale jakoś tak... potraktowałam to bardzo osobiście.
    Mogę nie mieć racji, mogę być jedynym wyjątkiem ,który tak nie myśli, ale nie zamierzam cofać tego co powiedziałam, bo chciałam tylko przedstawić Ci mój punkt widzenia.
    Masz bardzo oryginalny blog i naprawdę ciekawy styl pisania i chociaż dopiero niedawno znalazłam Twojego bloga, wiem, że będę tu często zaglądać.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Fioletoowa

    http://natala-czyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie. Powiem tak: żyjmy tak jak nam się podoba i nie przejmujmy się zdaniem innych. Twoje życie, Twoja sprawa. Ja się wtrącała nie będę. Nie jest złe, ale gdzieś wśród samych książek i recenzji można się zgubić, a wtedy są marne szanse, że ktoś zdoła Cię odnaleźć. Dobrze wiem z własnego doświadczenia.
      Również mam internetowych znajomych i szczerze mówiąc – nie potrafiłabym bez nich żyć. W jakiś niewytłumaczalny sposób stali się częścią mojego małego światka. ;)
      Każdy z nas ma swoją rację, dziękuję za tak długi komentarz. Bardzo cieszę się z faktu, że szczerze powiedziałaś mi co myślisz. :))
      Witam w Magicznym zakątku! :>
      P.c.

      Usuń
  9. Zazwyczaj stosuję się do zasady "najpierw książka, potem film", jednak nie zawsze. Jakoś tak po prostu wychodzi. Ostatnio zaczęłam ołówkiem zaznaczać ciekawe cytaty, ale jak dotąd nie zdarzało mi się robić żadnych notatek. W każym razie myślę, że to ciekawe urozmaicenie i nie miałabym nic przeciwko, gdybym w czytanej książce znalazła takie ślady po poprzednim czytelniku. :3
    Czasami częstotliwość pojawiających się na blogu recenzji rzeczywiście zaskakuje. Aż dziw bierze, że to w ogóle możliwe. Ciekawy post. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja lubię czytać starsze książki np. powieści o Sherlocku, a co do zasady ,,Najpierw książka, potem film" to się stosuję do niej. Ponieważ, kiedy najpierw obejrzę film, a potem czytam książkę to wiem co się za chwilę stanie i to mi psuję wrażenia o książce.
    Co do pytania: ,,Jak udaje wam się czytać tak dużo? ". Ja wcale dużo nie czytam, głównie spędzam czas na nauce, a kiedy już głowa mnie boli od myślenia to przerywam i czytam.
    Ale masz rację, niektórzy tak robią i myślą tylko o liczbie wejść i ilości obserwatorów.
    P.S. Nie biorę tego do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny post!
    Sama podsumowań nie piszę, ale u niektórych je lubię. Lecz takie tłumaczenie, że ktoś pisze podsumowania żeby wiedzieć ile postów napisał itd. jest bez sensu, bo przecież jest coś takiego jak archiwum bloga.
    Też kiedyś widziałam taki post "na jakim schemacie moje recenzje powstają" i szczerze mówiąc aż się przeraziłam. Podobnie jak ty, bardziej staram się opisywać swoje odczucia, a nie charakteryzować postacie itd.
    Staram się dbać o książki, ale to też zależy, bo jak książce zagina się grzbiet to czasami doginam go mocniej. Nie wiem dlaczego tak robię - może po prostu wtedy czuję, że ksiązka jest bardziej moja?
    Hmm temat ilości czytanych książek i życia prywatnego jest dość kontrowersyjny. Ja np. czytam naprawdę sporo, a jestem w 1 lo, mam sporo nauki, codziennie zajęcie dodatkowe, codziennie biegam, wychodzę parę razy z psem. No i facebook, internet, znajomi. A jednak ok. 10 książek miesięcznie czytam. A czytam powoli, delektuję się lekturą. Nie wiem jak mi się to udaje, ale cieszę się z tego :)
    A na statystki już dawno przestałam patrzeć - bo bardziej cieszy mnie jeden porządny komentarz, napisany po przeczytaniu mojej recenzji, aniżeli 10 komentarzy typu "przeczytam/ nie dla mnie itp." Bo w blogowaniu jak i we wszystkim innym - nie o ilość chodzi, a o jakość ;)
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, fakt, ahaha, nie pomyślałam wcześniej o archiwum. XD
      To straszne po prostu. I bardzo dobrze, takie recenzje pisane emocjami i odczuciami czytelnika są najlepsze i najbardziej wiarygodne. ;D
      Prawdopodobnie dlatego to robisz. Mi zagięty grzbiet nie przeszkadza, przynajmniej widać, ze książka była czytana. :P
      Ważne, że się udaje. Najlepsze jest, tak jak mówisz, czytanie powoli i delektowanie się tym co się czyta. :)
      Komentarze typu "przeczytam/ nie dla mnie itp." mają w sobie Wielkie Zero wartości, u mnie na blogu na szczęście jest takich coraz mniej i bardzo jestem z tego zadowolona. :D
      P.c.

      Usuń
  12. Zgadam się z Tobą całkowicie. Założyłam swojego bloga jakiś czas temu, prowadziłam na nim aktywne "życie", ale pojawił się moment w którym zwątpiłam w jego sens. Zaczęłam czytać książki, żeby napisać o nich recenzje, przez co prawie straciłam gdzieś zdolność do cieszenia się lekturą. NIE POWINNO TAK BYĆ! Kiedy zorientowałam się, że moje ukochane hobby czyli pisanie o książkach stało się moim obowiązkiem, po prostu przestałam. Chcę robić to co kocham, a nie zmuszać się do pokochania tego co robię. Teraz, ponad trzy miesiące później powróciłam do dawnej działalności z nowym nastawieniem i nowymi siłami. Zobaczymy jak będzie, jeśli sytuacja się powtórzy znowu zrobię przerwę. I najlepsze jest to, że ni wiedzę w tym problemu :)
    Nie robię podsumowań i nigdy ich nie robiłam, bo podobnie jak Ty, uważam że są niepotrzebne. Co do zasady "najpierw książka, później film", ja osobiście nie widzę przymusu. Jeśli ktoś chce najpierw przeczytać, to ok. Ale jeśli ktoś woli film, to dlaczego nie? Nie ograniczajmy się głupimi zasadami!
    Również uważam, że książki mają duszę. Tak jak powiedział Carlos Ruiz Zafon w jednej ze swoich powieści, mają duszę tego, kto ją przeczytał, napisał i marzył o nich. Więc przyłączam się do apelu: czytajmy również stare książki, klasykę literatury, bo czy te tytuły są gorsze? Absolutnie nie!
    Życzę powodzenia, i przede wszystkim wiary w swoje blogowanie.
    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam jakiś czas temu ten sam problem. Jednak nie pozwalałam sobie na przerwę, bo wiem, że już bym do blogosfery nie wróciła. ;)
      O właśnie o to mi chodziło z tą zasadą „najpierw książka, potem film”. Cieszę się, że ktoś mnie rozumie! :D
      Oo. Dzięki za przypomnienie, uwielbiam książki tego autora! Nie mam pojęcia dlaczego wyleciało mi z głowy, ze to właśnie w jego twórczości o tym czytałam. Hm..
      Ja również życzę Tobie tego samego! :)
      P.c.

      Usuń
  13. Nie wyobrażam sobie pisać recenzji według wzoru. Natomiast codzienne posty z cyklu Pozytywny Rok 2014 zawierają taki sam schemat. Uwielbiam stare książki i czytam je bardzo często. Podsumowań nie stosowałam długo,ale tworze je dla siebie, żeby pamiętać co przeczytałam, a czego jeszcze nie.
    Książki czytam tylko i wyłącznie dla przyjemności. Jeżeli trafię na kluchę, to jej nie zmęczę :))

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie ze wszystkim się zgodzę. Na przykład podsumowania - prywatna sprawa każdego bloggera. To, że akurat dla Ciebie za dużo tych cyferek, nie znaczy, że dla kogoś innego tak jest. Sprawa bardzo subiektywna. Ja je lubię i to jest moja odpowiedź na pytanie "Po co mi podsumowanie co miesiąc". Sprawia mi to przyjemność i już. Ale to prawda, że nudzą czasem recenzje pisane według pewnego schematu, chociaż po napisaniu ich stu czy dwustu, czasem bardzo ciężko tego uniknąć. Bo to może przychodzić nieświadomie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do zasady "Najpierw książka, potem film" to myślę, że ten obrazek mówi wszystko:
      https://scontent-a-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/t1.0-9/10296666_747159211982999_8344895401812346808_n.jpg
      Film jest po prostu uboższy, niekiedy nawet ciężko zrozumieć pewne wydarzenia jeśli nie czytało się książki. Sprawa jest prosta - trzeba się zmieścić w konkretnym przedziale czasowym i często wiele ważnych wątków wylatuje. Dlatego moim zdaniem jeśli ogląda się ekranizację jakiejś książki, to warto znać też pierwowzór. Chyba, że komuś nie zależy, żeby wiedzieć dokładnie co, jak, po co i dlaczego, to wtedy jego wybór :)

      Usuń
    2. Cóż, dziękuję za to, że wyraziłaś swoje zdanie w tym temacie, to dla mnie bardzo ważne. :)
      Ja to wszystko doskonale rozumiem, ale zdarzają się też wyjątki kiedy to film podobno jest lepszy, a książka zbiera negatywne recenzje. Chodzi mi głównie o tego rodzaju sytuację. I że nie warto męczyć się z powieścią tylko dla zasady, gdy można odprężyć się przy ciekawym filmie. :) A obrazek bardzo fajny i niezwykle prawdziwy. ;>

      Usuń
  15. Mądrze piszesz. Serio. Tak czytam, czytam i masz rację. Kompletną. Z recenzjami najbardziej. I z podsumowaniem. Nigdy nie robiłam podsumowań miesiąca tylko raz roku :) Książkę czytam jak mnie bardzo zainteresuję :) Ale w jednym Ja się osobiście nie zgadzam :) Z tym, żebyśmy czytali starsze książki. Ja nie umiem się zmusić. Po prostu nie lubię tego języka i nie dla mnie. Po prostu lektury dostatecznie obrzydziły mi starsze książki. I bardzo fajne spostrzeżenie, że książki traktujesz jak ludzi :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję Ci za ten post. Jest znakomity!
    I ukazuje całą prawdę o dzisiejszym (młodzieżowym zazwyczaj) czytelnictwie i blogowaniu.
    Wezmę sobie do serca Twoje uwagi i zastanowię się, czy przypadkiem ja tak nie robię (chociaż pewnie tak...).
    Jeszcze raz serdecznie dziękuję!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Muszę Ci coś powiedzieć. Dzięki tobie wróciłam do klasyki i zaczęłam czytać w wannie.
    Dzięki! ♥

    PS Krótko i na temat.

    OdpowiedzUsuń
  18. Lekko mówiąc wkurzyłaś mnie swoim postem :) Ale zacznijmy od początku...

    Po co Wam podsumowania co miesiąc?
    A ja lubię czytać podsumowania. Lubię dowiedzieć się kto i ile przeczytał. To tak jakbyś się Kingo czepiała stosików, LBA i innych tego typu postów. A ja się pytam: po co Tobie TAKIE posty, który teraz komentuję? Co one mają na celu? Pokazać, że jesteś fajna? Nie musisz czytać podsumowań. No, bo kto powiedział, że musisz?

    W czym nowości są lepsze od starych książek?
    Według mnie Ty chyba chcesz wszystkim pokazać jaka jesteś wspaniała czytając stare książki. Wchodzę na wiele blogów, gdzie są praktycznie same recenzje tych starych książek i żadna z tych blogerek lub blogerów nie - można powiedzieć – chwali się tak tym, jak Ty. Tak, ja po prostu odnoszę wrażenie, że Ty się tym chwalisz, że uważasz, że jesteś lepsza.

    Czy recenzje mają... schemat?
    Wyobraź sobie Kingo recenzję, mniej więcej taką, tylko dłuższą: „Przy czytaniu tej książki czułam pewnego rodzaju radość. Czasami mnie wnerwiała. Odprężyłam się przy niej, ale idealna to ona nie była. Wycisnęła ze mnie łzy...” To tak przykładowo. I powiedz mi Kingo, co z takiej recenzji wiesz? Gówno za przeproszeniem. Czytając recenzję, ja chcę dowiedzieć się, czy bohaterowie są bohaterami z krwi i kości czy tylko literkami. Chcę wiedzieć, czy fabuła jest rzeczywiście taka jaka się wydaje, czy nie. Ty piszesz swoje recenzje emocjami. I za to je uwielbiam. Są inne, oryginalne i mogłabym je w kółko czytać. Ale z drugiej strony rzadko kiedy się nimi kieruję. Bo nie wiem z nich praktycznie nic.

    Najpierw książka, potem film?
    Wolisz książki czy filmy? Odpowiem za Ciebie, jeśli się mylę to przepraszam: książki. Wolisz przeczytać najpierw książkę, a potem wybrać się do kina na film i wiedzieć co się stanie, czy pójść do kina na film, a potem przeczytać książkę i choćby nie wiem, jak Cię wciągnęła to już nie będzie to samo, bo będziesz wiedziała co się stanie? I powiedz mi, czy kiedykolwiek ktoś Cię zmuszał do tego, aby pierw czytać książkę, a następnie obejrzeć film? Mnie nikt do tego nie zmusza i myślę, że żadnego z blogerów również nie. Rób Kingo jak chcesz, a nie szukaj dziury w całym.

    Ilość a jakość?
    Ja nigdy nie czytam szybko i byle jak. Nigdy też nie kreśliłam ołówkiem po książce.
    Czytając ten akapit ma się wrażenie, że uważasz, iż każdy książkoholik tak robi.

    Czy dbamy o książki?
    Nie, żeby coś, ale jak kartki nasiąkną parą, mimo iż wyschną są potem sztywne. To nazywasz dbaniem o książki? Zaginanie rogów?

    Jak udaje wam się czytać tak dużo? 
    A może niektórzy chcą żyć tylko blogiem i siedzieć cały dzień przed książką, bo nie mają nic lepszego do roboty? I znowu to wrażenie, że uważasz, że każdy tak robi.

    A co ze statystkami? 
    Tu akurat się zgadzam. Jak dla mnie nikt może nie czytać. Wystarczy mi tylko to, że JA czytam. To innych życie będzie niepełne...


    Przepraszam Kingo, ale ja to wzięłam do siebie. Może za bardzo, może nie. Ale pisząc ten post, musiałaś się z tym liczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czepiam się podsumowań, bo denerwuje mnie ciągłe uskarżanie się, że „tak mało przeczytałam”, „w następnym miesiącu trzeba poprawić wynik!” itp. Nie czytamy przecież na wyścigi, to ma być przyjemność, poza tym najgorsze jest w tym to, ze widzę takie podsumowania na co drugim blogu. Nie muszę i nie czytam ich już, z wyjątkiem tych, które robi Julka z bloga Wyznania Bibliofilki. Nic pokazywać nie chcę. Zadaniem tego posta było poruszenie paru tematów nad którymi zastanawiałam się już od dawna i chęć podyskutowania, a także wymienienie się poglądami z ludźmi. ;)

      Nic pokazywać nie chcę, wspaniała też nie jestem. Nikt nie jest wspaniały. Chcę jedynie zwrócić uwagę ludzi na nieco starsze pozycję, które też zasługują na uwagę. Nie czuję się przez to lepsza. Nie chwalę się niczym, a przynajmniej tak mi się wydaje. A zresztą, napisałam ci coś przed chwilą na fb. Może się jednak chwalę? Nie wiem. Cholera to wie.

      Nie pisze „tradycyjnych” recenzji. Myślę, ze moich tekstów w ogóle nie można określić mianem „recenzja”. Jest masa blogów, na pewno znajdziesz taki, którego autor będzie pisał takie recenzje jakimi będziesz mogła się kierować.

      Ale na początku posta napisałam, że „nie mówię oczywiście o wszystkich, ale jednak o większości” i prosiłam żebyście nie brali tego wszystkiego aż tak do siebie! A tu proszę... poza tym pisałam tego posta na podstawie obserwacji jakiejś części blogosfery, więc nie mówię o wszystkich.

      Nigdy nie dbałam szczególnie o książki. W tym jednym odkąd zaczęłam czytać się nie zmieniłam. Ale tak – to jest moje pojęcie dbania. Mam to we krwi.

      Usuń
  19. Ostatnio coraz mniej komentuję(wybacz!), ale tym razem nic mnie nie powstrzyma. Tak jak koleżanka wyżej odniosę się do każdego "punktu".
    Po co Wam podsumowania co miesiąc?
    Mnie podsumowania nie drażnią, bardziej wkurza mnie to narzekanie w nich - a że ja przeczytałam tylko 5 książek i zaraz lista powodów i usprawiedliwień dlaczego, a ona tyle i tyle, a ja tak mało i tak dalej... I w statystykach również nie widzę głębszego sensu, chociaż sama trzy/cztery razy w podsumowaniach o nich pisałam.
    W czym nowości są lepsze od starych książek?
    Cudowne pytanie. I pięknie odpowiedziałaś.
    Co mogłabym dodać? Nowości zaczęłam czytać dopiero od kiedy założyłam blog. A w sumie później. No, ale nieważne. Już czekam na wakacje i moje polowanie w antykwariatach na stare książki <3
    Czy recenzje mają... schemat?
    Może i mają, ale ja ich nie cierpię. Sama piszę czasem o akcji czy kreacji bohaterów, ale szczerze mówiąc zawsze mam z tym problem. Bo to są zdania, które brzmią podobnie w każdej recenzji. Najważniejsze są emocje. Święta prawda.
    Najpierw książka, potem film?
    O, i tutaj tej się zgodzę. Chociaż wolę przeczytać wcześniej książkę, to nie widzę nic złego we wcześniejszym obejrzeniu filmu, wiele razy mi się to zdarzyło.
    Czy dbamy o książki?
    Mnie kiedyś ktoś powiedział, że bardziej dbam o książki, niż o siebie. Czy to prawda? Trudno powiedzieć. Ale nie widzę nic złego w bazgraniu po książkach, sama tak robię. Uwielbiam podkreślać fragmenty, rysować przy nich serduszka.
    Chociaż jeśli mi taki Olek wyrwie "Miasto szkła" z ręki, ciśnie nim o ścianę, później zabierze tę książkę Jacuś i wrzuci do kosza na śmieci, to nie powiem, wkurzę się. Bardzo się wkurzę.
    Jak udaje wam się czytać tak dużo?
    Ja zawsze czytałam dużo. Teraz bardzo dużo, żeby wręcz nie powiedzieć, że za dużo, patrząc na ilość mojego wolnego czasu. Ale się udaję i się z tego cieszę.
    A co ze statystkami?
    Tutaj się zgadzam bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje podsumowania się wyróżniają i akurat bardzo je lubię. Wspomniałam o nich w komentarzy wyżej. :))
      W końcu ktoś kto się ze mną w tym trzecim „punkcie” zgadza! :D dla mnie też najważniejsze są emocje w recenzjach, choć tych tekstów pewnie do końca tak nie można nazwać. Hm...

      Usuń
  20. W wielu punktach się z Tobą zgadzam, ale w niektórych niezupełnie...
    Kingo, Ty może i lubisz sięgać po książki wydane wcześniej, lubisz wracać do klasyki, ale nie zmuszajmy innych, żeby też to lubili. Są tacy, którzy czytają tylko literaturę współczesną, czy tą, która akurat jest na topie i nie przepadają za "starociami". Nie mówię, że się do nich zaliczam, bo ja także kocham te "starocie" i nie zwracam uwagi na datę wydania powieści, ale... każdy lubi co innego, prawda? Jak ktoś lubi gnać za nowościami, jeśli lubi czytać tylko to, co modne, to niech sobie czyta!
    Podsumowania... Ja lubię robić podsumowania miesiąca i nie wstydzę się tego. Zgadzam się, że nie najważniejsza jest ilość, ale jakość, bla, bla, bla, ale co złego jest w tym, że pokażę innym, co w danym miesiącu przeczytałam? Ludzie już tak mają, że lubią się chwalić i wciskać wszystkim dookoła coś od siebie. Robię te podsumowania, patrzę sobie co przeczytałam, ale jeśli ktoś nie chce tego czytać - nie zmuszam ^^ Sama chętnie czytam podsumowania innych - można po tym w jakiś sposób poznać blogera, zobaczyć co czyta, jakie gatunki lubi najbardziej, ile czasu dziennie oddaje lekturze... Wiadomo, nie każdemu musi się to podobać, możesz mieć własne zdanie na ten temat. Nie lubię jedynie ludzi, którzy w podsumowaniach narzekają, płaczą nad jakże małą ilością przeczytanych książek i podają nie wiadomo ile danych i liczb...
    Czytanie na przymus? Nie miałam czegoś takiego... nie licząc lektur, oczywiście. Często bierze mnie "książkowy leń" i nie mam ochoty przeczytać nawet jednej strony książki, nawet jakby była nie wiadomo jak ciekawa. I nie zmuszam się wtedy do czytania. Tak jak powiedziałaś, do pasji nie powinno się zmuszać. Od wszystkiego trzeba sobie czasem zrobić przerwę. Taaa, mnie też czasem wydaje się, że niektórzy nic nie robią, tylko siedzą przy książce, potem przy komputerze, przy książce i znowu przy komputerze. Ludzie, nie macie życia poza blogiem?
    Też nie lubię, gdy ktoś swoje recenzje pisze według jakiegoś schematu. Mogę usprawiedliwić jedynie początkujących blogerów, którzy jeszcze nie do końca w tym pisaniu połapali, sama na początku swojej "kariery blogowej" pisałam w kółko tą samą opinię ^^ Lubię recenzje z pasją, w których można poznać blogera i jego uczucia po przeczytaniu książek, jego osobowość!
    Ja o swoje skarby dbam i nie zaginam rogów, ale też nie mam nic przeciwko osobom, które tak robią ^^ Ja jakoś nie potrafiłabym wziąć ołówka i zacząć pisać po marginesach... Ale wiadomo, to już sprawa przyzwyczajenia i gustu.
    Co do statystyk. Nie obchodzi mnie, ile osób wokół mnie czyta, ważne, że JA czytam, że to moja pasja... A niech inni robią co chcą, nie wiedzą, ile tracą :)
    Łamię zasady... Coś mi to mówi ^^ Czyżby temat posta przyszedł Ci do głowy podczas pisania pewnego komentarza? Bo jeśli tak, to cieszę się, że inspiruję ludzi.

    Pozdrawiam cieplutko ^^

    OdpowiedzUsuń
  21. Tez racja. Tylko, że mnie tak strasznie boli to, że te „starocie” tak leżą i leżą i leżą... i chciałabym po prostu, aby więcej osób chociaż spróbowało po nie sięgnąć. ;)
    Na temat tych nieszczęsnych podsumować już nic odzywała się nie będę. I tak zaglądam cały czas na Wasze blogi, po prostu jeden post w miesiącu będę omijać szerokim łukiem. :D
    Ja mam tak bardzo często. Bo wiesz, jak ktoś od dziecka nie czytał... to tak później dziwnie się przestawić. W sensie, że ta zmiana o 180 stopni. Często wolę spokojnie pomyśleć niż czytać, albo trochę „pomarnować czas”. To dość skomplikowane... Kocham książki, ale kocham je inną miłością niż, tak mi się wydaje, inni książkoholicy. :))
    Po marginesach muszę pisać, dlatego też ostatnio coraz mniej wypożyczam książek z biblioteki, a zdobywam własne, bo muszę siłą się powstrzymywać żeby nie chwycić w łapkę ołówka. Takie bazgranie jest dla mnie pewnego rodzaju rozmową z bohaterami. I bardzo często jest przydatne, aby później skonstruować recenzję. ;L
    Tak, tak, tak! Właśnie wtedy. ^.^
    P.c.

    OdpowiedzUsuń
  22. Po części się zgadzam, po części nie. No ale może zacznę od początku, tak, by to było w miarę zrozumiałe w odbiorze.

    Według mnie w podsumowaniach nie ma nic złego, jeśli tylko nie jest to lament i płacz - "O mamusiu, jak ja mało przeczytałam! Muszę to zmienić!". Ja osobiście jestem ciekawa podejścia poszczególnych osób do książek, lubię wiedzieć, ile dana osoba czyta, co czyta, itp. Więc od czasu do czasu chętnie coś w tym rodzaju poczytam.

    Hmm... a czy wzięłaś może pod uwagę to (uwaga, nie chcę nikogo tym obrazić!), że współcześni czytelnicy nie są zbyt wymagający? Nowa książka to coś pisanego najczęściej w łatwym, prostym języku, a więc niesprawiające problemów w czytaniu i zrozumieniu treści; starsza książka wymaga według mnie więcej wkładu ze strony czytelnika, ponieważ często autor nawiązuje do epoki, w której żył, a to wymaga zapoznania z historią. Często też inny jest język, inny styl - dla wielu moich znajomych ogromnym problemem było przebrnięcie przez "Krzyżaków", a takie niedawno wydane "Igrzyska śmierci" łykali w chwilę. Trzeba pamiętać, że każdy czyta to, co mu podchodzi - gdy coś czyta się ciężko, to logicznym jest, że wielu odpadnie na przedbiegach, woląc zabrać się za coś łatwiejszego.

    Sądzę, że gdy ktoś stawia pierwsze kroki w prowadzeniu bloga, to logicznym jest, że będzie trzymał się jakiegoś schematu - od czegoś przecież trzeba zacząć, a z czasem jest tak, że każdy wyrabia sobie własny styl pisania, może bardziej schematyczny, może mniej, ale swój własny,a to jest przecież ważne. Pisanie recenzji to jednak kształtowanie własnego stylu - tu dodam coś od siebie, tu jakąś ciekawostkę - i powstaje coś odmiennego od setki blogów.

    A ja muszę powiedzieć, że zgadzam się z osobami, które najpierw zaczynają od książki, a potem od filmu. I robię tak dlatego, że film narzuca mi czyjeś wyobrażenia o danych postaciach, miejscach - często różnią się one od moich własnych, a gdy po filmie czytam książkę, to moja wyobraźnia nie kreuje setek możliwości wyglądu danej postaci, tylko korzysta z tej podświadomej, zasugerowanej przez reżysera. Dopiero po przeczytaniu książki, po tym, gdy ja mam już wszystko ładnie wykreowane, lubię się przekonać, czy moje wyobrażenia są podobne do cudzych, czy odmienne.

    Z Twojej wypowiedzi wynika, że ludzie, którzy czytają dużą ilość książek to maszyny, które tylko chcą odhaczać kolejne pozycje na swojej liście, nie dbając o to, co czytają. Ja uwielbiam czytać książki, dlatego poświęcam na nie dosłownie każdą wolną chwilę - a to w autobusie podczytuję, a to w parku, a to przy śniadaniu. Jestem książkoholiczką, dlatego uwielbiam pochłaniać kolejne historie, zagłębiać się w coraz to insze opowieści, dlatego stwierdzenie, że ludzie czytający sporo książek nie dbają o przyjemność płynącą z czytania to dla mnie jak strzał kulą w płot. Jestem hedonistką i mimo tego, że czytam dużo, to dbam o własną przyjemność, a nigdy nie jest tak, że czytam coś, byle tylko czytać jak najwięcej. I jeszcze na temat gryzmołków po książkach - ja osobiście strasznie tego nie lubię! Uwielbiam, gdy książka się nienagannie prezentuje, może dlatego, że sama nie mam zbyt dużej ilości książek, gdyż po prostu nie mam warunków do kolekcjonowania ich, więc czytam e-booki.

    I dalej - tak jak nawiązywałam wcześniej - czytam mnóstwo, czytam wszędzie. Staram się wykorzystywać każdą okazję do czytania, co przecież nie jest równoznaczne z tym, że nic innego prócz czytania nie robię. Może źle Cię odbieram, lecz mam wrażenie, że osoby, które naprawdę lubią czytać i poświęcają na to mnóstwo czasu to ktoś gorszy, bo ma taką pasję? Gdy ludzie malują i spędzają na tym całe dnie i noce, to jest to w porządku, wzbudza zachwyt. Gdy ludzie tańczą i godziny poświęcają na treningi to jest to godne solidnego aplauzu. Ale gdy ludzie kochają książki i w ten sposób lubią pożytkować cały swój czas, to to już jest złe, bo czytają "na siłę".

    No i jeszcze statystyki. Nie obchodza mnie. Dla mnie wazne jest, że ja czytam, inni mogą sobie stać na ucho, żonglować i fikać koziołki - ich sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  23. Faktycznie, post daje do myślenia.
    Co do podsumowań - czasem mogą wydawać się głupie dla przeciętnego odwiedzającego danego bloga, ale myślę, że bardziej służą blogerowi, który w ten sposób może zobaczyć, ile książek udało mu się w danym miesiącu przeczytać/zrecenzować.
    I chociaż nie powinno czytać się na ilość, wielu recenzentów odczuwa pewnego rodzaju presję związaną z prowadzeniem bloga. Swoiste: niczego nie napisałem, muszę to zmienić, bo stracę czytelników. Wiadomo, że na tym nie polega czytanie, ale to poczucie zobowiązania raczej trudno jest zepchnąć na bok.
    Napisałaś o schematycznych recenzjach. Jako że ja akurat kieruję się pewnego rodzaju schematem, jeśli chodzi o pisanie recenzji, mogę co nieco na ten temat napisać. Fajnie, że ty lubisz czytać o tym, jak autor przedstawił uczucia w powieściach, czy też jak czuł się recenzent podczas lektury. Są jednak ludzie, którzy chcą chociażby wiedzieć o tym, jak autorowi poszła kreacja świata przedstawionego, tj. bohaterów, miejsca, akcji itd.
    Statystyki statystykami - wiadomo, że nie powinno się dla nich pisać, ale znajdą się blogerzy, którzy lubią wiedzieć, że ich praca została doceniona.
    Gnom

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku!
Skoro tu dotarłeś, to znaczy (mam nadzieję), że przeczytałeś post powyżej i wiesz co komentujesz.
Proszę o zachowanie kultury.
Będzie mi bardzo miło jeśli co do treści komentarza trochę się wysilisz. :)
Twojego bloga także odwiedzę i jeśli przypadnie mi do gustu – pozostawię po sobie ślad.
Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, to śmiało pytaj.
Kontakt: kinga_godowska@wp.pl lub kinga.godowska@vp.pl
Dziękuję za wszystkie komentarze!