czwartek, 3 kwietnia 2014

Mam ochotę się... wyżalić/poskarżyć!

Za wszystkie błędy przepraszam. Tekst napisany na szybko, nie mam czasu sprawdzać. 

Może i blogger zamiast pisać posty o niczym powinien się skupić na tym co robić należałoby. W moim przypadku - na czytaniu i recenzowaniu książek, albo raczej pisaniu jakichś opinii recenzjo-podobnych i zamieszczaniu czegoś na kształt jakichś tam przemyśleń i refleksji. Recenzentką na pewno nie jestem. Więc kim?

A po co to piszę?
Ano po to, że jestem już chyba trochę zmęczona, oczywiście nie rezygnuję z bloga, ani nic takiego, skądże znowu, już nabrałam wiary w siebie, blogowanie uświadomiło mi parę ważnych rzeczy i... no tak, dobiła mnie raczej myśl, że za parę dni obchodzę... rok. Przeraziły mnie statystyki, liczba komentarzy, obserwatorów, i takich innych tego typu spraw. No serio!? Dla jednych to mało, dla mnie to bardzo dużo. Jednak nie o tym chciałam rozmawiać, bo na ten temat pogadamy 9 kwietnia, czyli w dzień, w którym powinnam wkuwać do pracy klasowej z chemii, ale nauczę się wcześniej, aby napisać dla Was post rocznicowy.

W najbliższym, dalszym i jeszcze dalszym czasie może mnie być tu mniej, mówię poważnie, ale może mnie też być więcej, nie wiem, ja się sama ze sobą kłócę, to całkowicie normalne. Ale na sto procent będę. Nie wiem jeszcze tylko ile mnie będzie. Wszystko wyjdzie w praniu. ;)    

Moimi małymi problemami są przede wszystkim te cholerne, natrętne... "cuda". Bo jak człowiek chce w życiu coś napisać, nieważne czy zaczyna od krótkiego opowiadania czy podwija rękawy i natychmiast bierze się za książkę. Nieważne. Zawsze głowę tej osoby wypełniają jakieś sceny, obrazy, chwile, takie różne, a to wszystko krzyczy żeby usiąść, wziąć długopis i przelać to na papier. Czytanie idzie mi naprawdę ciężko, ja wszędzie widzę tę historię. Otacza mnie z każdej strony i cały czas o sobie przypomina. Nie mogę się jej pozbyć! Jest osiem rozdziałów, do tego niecałych, bo jak piszę to w większości dialogi, opisy załatwi się później. Nie nadążam notować. Za szybko. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Jednak najgorsze jest to, że naprawdę naprawdę naprawdę zależy mi na tym, aby to skończyć. W tym czymś jest stanowczo za dużo mnie...
Cieszą słowa takie jak: "Ty piszesz książkę? Będzie ładna. Skoro napisałaś tak ładnie o miłości na polskim." Albo kiedy koleżanka ci tłumaczy jak ma wyglądać bohaterka, albo pytają czy dam przeczytać. A ja tylko się uśmiecham. 

Muszę wspomnieć także o tej cholernej potrzebie wracania do starych, poznanych już przeze mnie książek. Stoją i patrzą się z półek. Czasami wydaje mi się, że mają oczy i mrugają mrugają mrugają. A ja chciałabym wziąć je wszystkie, przeczytać po raz kolejny kolejny kolejny, pozaznaczać ołówkiem cytaty, ale oczywiście brakuje czasu, a ten piszczący głosik w głowie drze się na cały regulator "Ani mi się waż! Już do czytania! Nie, nie tego. Tamtej książki, o tej, której jeszcze nie znasz!" Co on się zna. Myśli chyba, że pozjadał wszystkie rozumy. Gówniarz.

I wiecie co... Pani Dorota z wydawnictwa MG pozwoliła mi nie kończyć "Don Kichota z La Manczy", sama mi to zaproponowała, nawet nie wyobrażacie sobie jaka to ulga. Bo ta powieść na serio mnie dobiła, przez miesiąc przeczytałam zaledwie 400 stron z 1024. Olśniewający wynik. Chociaż może jeszcze dam radę się zmobilizować... Zobaczymy.

No i na koniec chcę dodać, że muszę dokładnie tego bloga przemyśleć. Chcę, aby stał się cieplejszy, bardziej przyjazny, zamierzam poruszyć parę istotnych tematów, dodać coś, może jakąś niespodziankę, hm? Myślę, że w środę powiem Wam iż ten rok się udał. :)

Całusy przesyła, 
Kinga G. 

wtorek, 1 kwietnia 2014

"Na Pragę nie wrócę" - Elżbieta Wichrowska

"Praga stała się moją obsesją."

Lubicie Warszawę? Jeśli tak, to książka idealna dla Was! Jeśli nie, to cóż, na wstępie informuję, że nie znajdziecie w niej nic dla siebie. Ja natomiast jestem gdzieś pośrodku. Jak nie ma mnie w stolicy to mówię, że tak, oczywiście, bardzo ją lubię, a jak tam jestem to, jedynym moim marzeniem staje się ucieczka. Wolę ciszę, spokój, a ci wszyscy ludzie, którzy cały czas gdzieś pędzą doprowadzają mnie do... nie wiem jak to ująć w słowa, bo to bardzo dziwne uczucie. Ja po prostu nie mogłabym żyć tak jak oni. Tam jest stanowczo za głośno, za dużo szumu, za duży tłok. Jak w takim razie odebrałam "Na Pragę nie wrócę"? Książkę, której tematem przewodnim jest właśnie Warszawa?

Jedną z bohaterek tej opowieści jest Magdalena, pisarka i historyk, innymi są... warszawskie kamienice, których historia ożywa na oczach czytelnika, obejmując wiek XVIII, II wojnę światową, PRL i współczesność. A obok nich - skomplikowane postaci kobiet: wiernych przyjaciółek, kochających matek, namiętnych kochanek i profesjonalistek u szczytu kariery.
Autorka, znająca Warszawę jak mało kto, wędruje między jej prawą i lewą stroną, między tym co było a tym co zostało. Zagląda w głąb śmierdzących podwórek cudem ocalałych kamienic, zabiera czytelnika na niebezpieczne przechadzki po praskich cmentarzach lub blokowiskach wyrosłych na gruzach dawnej Warszawy. Podczas tych historyczno-urbanistycznych włóczęg poznajemy całą galerię postaci, takich jak dwóch osiemnastowiecznych księży nieświadomych, że trafili pod warszawskie czerwone latarnie czy parę bezdomnych zakochanych z autobusu linii 160. Gdzieś na pograniczu głównych wątków pojawiają się też psie historie, niekiedy zabawne, a czasem chwytające za gardło.
W gąszczu powieściowych wątków nie zabraknie niepokojącego kryminału, pogmatwanego romansu i dziennika podróży po Europie, z bezcenną instrukcją obsługi włoskiej komunikacji miejskiej oraz przewodnika po lokalach gastronomicznych warszawskiej Pragi.*

Nie spodziewałam się, że autorka będzie posługiwała się tak lekkim i zgrabnym stylem, który oczywiście przypadnie mi od razu do gustu. Sytuacje choć niekiedy absurdalne (nie chcę Wam psuć przyjemności z lektury, więc nie przytoczę ich tutaj) wychodzą nadzwyczaj... naturalnie i jakby przemawiają cichutko do czytelnika "Tak miało być! Wszystko się zgadza!", a nie zgadza się, ten czytelnik podświadomie to czuje. Natomiast bohaterzy ujęli moje serducho swoją... zwykłością. Pani Wichrowska dała świetny przykład na to, że nie trzeba serwować długich opisów charakteru postaci, a wystarczy jedynie stworzyć odpowiednie sytuacje, aby czytelnicy mogli się na nich poznać. 

Wydaje mi się, że to było od początku zaplanowane, a mianowicie - autorka nie kończy wątków. Prawie wszystkie pozostawia otwarte. Stawia swoim czytelnikom pytania, na które później nie chce dać odpowiedzi. Większość zapewne uzna to za minus, jednak ja uważam to za idealne rozwiązanie. Uwielbiam takie książki, bo można się w nich doszukiwać czegoś więcej i okazują się one być bardzo miłym zaskoczeniem. 

Jednak żeby nie było za słodko, muszę wspomnieć również o tym, że te wszystkie fakty historycznie wplątane między karty "Na Pragę nie wrócę" są nieco uciążliwe, zwłaszcza dla osób, które historii nie lubią, nie interesuje ich lub też po prostu nie potrafią przyswoić dat i dopasować do nich odpowiednich wydarzeń. Ja należę do tej trzeciej grupy, słaba pamięć to w końcu nie moja wina.   

W ogólnym rozrachunku "Na Pragę nie wrócę" wypada dobrze, bardzo się cieszę, że mogłam bliżej zapoznać się z powieścią Elżbiety Wichrowskiej i mam nadzieję, że w przyszłości będę mogła przeczytać coś jeszcze jej autorstwa. 

* - pochodzi z okładki

Za egzemplarz oraz okazane mi zaufanie serdecznie dziękuję wydawnictwu MG