sobota, 10 maja 2014

"Bóg nigdy nie mruga" - Regina Brett

"Zawsze miałam wrażenie, że w chwili moich narodzin Bóg akurat mrugnął. Przegapił je i nigdy się nie dowiedział, że przyszłam na świat."  

Czasami w swoim życiu trafiamy na moment na krawędzi, kiedy próbujemy się czegoś uchwycić, ale nie wiemy czego... Kiedy czujemy jakby niebo waliło się nam na głowę. Tracimy zainteresowanie wszystkim tym, co nas otacza. Stajemy się obojętni. I straszna staje się myśl, że książki które jeszcze parę dni wcześniej czytaliśmy z tak wielką przyjemnością teraz stały się dla nas mniej ważne. Spędzałam godziny na zagłębianiu się w zadania z matematyki, chemii, fizyki i ucząc się kolejno ze wszystkich przedmiotów. Może to dziwne, ale nauka stała się dla mnie deską ratunkową. Mimo zmęczenia i tego, że powoli nie dawałam już sobie z nią rady. Więc gdy tylko dowiedziałam się, że istnieje taka książka jak "Bóg nigdy nie mruga" od razu zapragnęłam ją poznać. Zdobyłam ją jak najszybciej się dało, otworzyłam na pierwszej stronie i napisałam: "Będziesz moim wyzwoleniem." I rzeczywiście, stała się nim.

"Bóg nigdy nie daje nam więcej niż potrafimy udźwignąć. Niektórzy z nas potrafią znieść więcej, inni mniej. Nawet jeśli dostaniemy do dźwigania część nieba, nie będzie to ciężar. Będzie to dar."

Regina Brett mówi, że "Życie jest niesprawiedliwe, ale i tak jest dobre". Mówi o następnym właściwym kroku. O czasie, który trzeba wykorzystać jak najlepiej. Porusza kwestię nas samych, jak odbieramy innych, jak inni odbierają nas. Wiem, że to niemożliwe, ale mam wrażenie jakby weszła do mojego własnego serca i dokładnie je przeszukała. Mówi o różnicach zdań, konfliktach i jak z nich wybrnąć w rozsądny sposób. Uświadamia, że łzy to nie jest nic złego. Mówi, że mamy prawo rozgniewać się na Boga, bo On to wytrzyma. Radzi jak pogodzić się z przeszłością i nie roztrząsać wciąż tych samych spraw na nowo. Porusza temat pisania własnej książki, mówi jak nie pisać. Każe uwierzyć w cuda. Uczy wybaczać, oddychać, prosić, ustępować i zawsze wybierać życie. A przez to przewija się miłość, bo Bóg jest Miłością.   

"Bóg cię kocha, bo jest Bogiem, a nie dlatego, że coś zrobiłeś albo czegoś nie zrobiłeś." 

Muszę przyznać, że felietony pani Brett naprawdę sprawiły, że uwierzyłam. Co prawda, wierzyłam już wcześniej,  ale wiarą zachwianą, niepewną i wątpliwą. Teraz jestem zdecydowanie bliżej tej trwałej, mocnej i dobrej, która będzie wypełniać moje serce do końca. Ale osoby niewierzące też znajdą tu coś dla siebie, bo teksty autorki są zdumiewające i magiczne, nic nie narzucają, a jedynie w delikatny sposób próbują przemówić do czytelnika.

"To wybór, a nie przypadek, decyduje o twoim przeznaczeniu. Sam musisz zdecydować, ile jesteś wart, jaką odgrywasz rolę w świecie i w jaki sposób nadajesz mu sens. Nikt inny nie dysponuje tym, co ty - twoim zestawem talentów, pomysłów, zainteresowań. Jesteś oryginalnym egzemplarzem. Arcydziełem."

Książka Reginy Brett podniosła mnie na duchu. Sprawiła, że zapomniałam o błahostkach, pozwoliła przemyśleć parę istotnych kwestii, zrozumieć wiele rzeczy i wypełniła tę pustkę w środku, której nic innego nie było w stanie zapełnić. Teraz znaczy ona dla mnie tyle, że nie jestem w stanie wyrazić tego słowami. Zdecydowanie jedna z najpiękniejszych i najbardziej wartościowych lektur jakie dane mi było poznać. 

"Nie przesadzaj. Świat się nie kończy. To tylko turbulencje. Samolot jest bezpieczny. Ma dobrego pilota. Siedzisz na właściwym miejscu. Trafiłeś po prostu na potężny wir. Poczekaj. To minie."
     
Na końcu zadałam sobie pytanie: Za co ja, chciałabym zostać zapamiętana?

wtorek, 6 maja 2014

Moja ulubiona książka...

Wiele razy układałam sobie w głowie, jak zacznę ten tekst. Widziałam dokładnie każdą linijkę i każde słowo, ale gdy usiadłam przy komputerze to jakoś nagle... zniknęło. Bo czy są słowa, które w pełni oddadzą to, jak bardzo kocha się swoją ulubioną książkę?

Czytanie "Przeminęło z wiatrem" jest pewnego rodzaju oczyszczeniem, zatrzymaniem się i zawiśnięciem w próżni. To chwila, a raczej mnóstwo chwil, kiedy czas staje w miejscu. Nigdy nie potrafiłam czytać tej powieści szybko, pożerając strony dziesiątkami. Zawsze czytałam wolno, poświęcając każdej kartce maksimum uwagi.

Wydaje mi się, że dopiero teraz w pełni zrozumiałam bohaterów i to, co chciała przekazać nam, czytelnikom, Mitchell. "Chciała być oceniana na podstawie tego, co napisała, a nie tego, co powiedziała, jak się ubierała, co lubiła i czego nie lubiła."* Wzięłam sobie to mocno do serca i postanowiłam się do tego stosować.

Nie lubię Scarlett z całego serca, a powodem tego jest to, że jest zbyt do mnie podobna. Nigdy w literaturze nie spotkałam się z tak doskonale wykreowaną postacią. Dumną, nietaktowną, wyniosłą, upartą, kłótliwą, samolubną, próżną, kłamliwą. Zaniedbującą dzieci. Wykorzystującą i rujnującą każdego, kto ją kocha. Nie przejmującą się tym. Nie umiejącą dogadywać się z ludźmi i mającą zaprzepaszczoną pozycję w towarzystwie. Najważniejsze były dla niej pieniądze. Była w stanie zrobić wszystko, aby tylko je zdobyć. I nie miała wyrzutów sumienia. Chyba jedyną jej dobrą cechą była odwaga. Odwaga, którą jednak przeplatało też tchórzostwo. Chyba nikt, tak świetnie jak ona, nie potrafił wmawiać samemu sobie nieprawdy. 

Z Rhettem i Ashleyem sprawa ma się zupełnie inaczej. Rozumiałam ich, ale rozumiałam inaczej niż Scarlett. Scarlett zawsze była mi bardzo bliska, nie denerwowałam się na nią aż tak bardzo jak powinnam, bo też pojmowałam w pełni jej postępowanie. Sama zrobiłabym tak samo na jej miejscu. Rhett i Ashley są do siebie bardzo podobni, a jednocześnie zupełnie różni. I obydwu ich traci, razem ze wszystkim, co już straciła.

I została się jeszcze Melania. Prawdziwa dama, ale głupia. Głupia, bo ślepo wierzy we wszystko co jej powiedzą i nie potrafi dopatrzyć się niczego złego w ludziach, których kocha. A oprócz tego miła, łagodna, dobra, pomocna... Chciałabym być taka, ale wiem, że nie będę. Mela stanowi dla mnie takie marzenie, przykład, jak dobrze postępować. Autorytet, na którym powinnam się wzorować, ale nie potrafię.

Miłość i nienawiść. Kłamstwa i szczerość. Brutalność i łagodność. To wszystko i jeszcze więcej, miesza się się tu. I tak właściwie nie wiadomo komu wierzyć. Bo same postaci już się chyba pogubiły i nie wiedzą gdzie dalej iść. Większość żyje tym, co było i minęło, i nie wróci więcej. A reszta żyje teraźniejszością i stara się nie patrzeć w przyszłość. Pomyślę o tym jutro, powtarza Scarlett, a ja się martwię czy jutro będzie, a jeśli będzie, to czy nie będzie wtedy za późno. 

Stare wydanie "Przeminęło z wiatrem" jest podzielone na trzy części. Pierwsza z nich kojarzy mi się ze słońcem, ładną pogodną, ciepłem i beztroską. Przez drugą i trzecią przechodzi, kolejno, grad, deszcz, burza, huragan i tornado. I niszczy to, co spotka na swojej drodze. 

To nie jest książka o miłości. To książka o życiu i o ludziach, którzy zostali złapani w jego śmiertelną pułapkę. A to wszystko przeplata widmo wojny. Raz błyszczące złowrogo, a innym razem chowające się za chmurami. A ludzie tutaj się mijają, to chyba najlepsze określenie, bo mijali się zawsze. Nie mogli odnaleźć wspólnej drogi. 

Zakończenie pozostaje otwarte... Każdy czytelnik może wybrać sobie swój własny koniec i... 

Ja gdy pierwszy raz przeczytałam "Przeminęło z wiatrem" wiedziałam, że szczęśliwy koniec nie jest możliwy, ale wmawiałam sobie, że może jednak, może... I nadal nie umiem sobie tego wyobrazić. Znam bohaterów, jak swoją własną kieszeń. Wiem, czego mogę się po nich spodziewać, jak postąpią. Niemożliwością jest, aby byli szczęśliwi. Zawsze czegoś zabraknie. Próbowałam wymarzyć sobie szczęśliwą historyjkę następującą zaraz po tym, co napisała Margaret, ale za każdym razem znajduję w książce cytat, który przekreśla moje nadzieje...             
     
* "Przeminęło z wiatrem. Od bestselleru do filmu wszech czasów" - Ellen F. Brown, John Wiley, JR